CRAZY FEJM

Jak pozyskać klientów do salonu masażu: system, który wdrożyliśmy w ponad 30 salonach

Właściciel salonu masażu zwykle zaczyna rozmowę z nami od pytania o reklamę. Po kilkudziesięciu wdrożeniach wiemy, że reklama rzadko bywa najsłabszym ogniwem. Częściej zgłoszenie z Facebooka czeka dwa dni na telefon z recepcji, wizytówka Google od roku nie dostała nowego zdjęcia, a kilkuset dawnych klientów siedzi w Booksy i nikt się do nich nie odzywa.

Ten poradnik pokazuje, jak pozyskać klientów do salonu masażu krok po kroku: od oferty na pierwszą wizytę, przez kampanie na Facebooku i Instagramie, po obsługę zgłoszeń w CRM i pracę z bazą. Opisujemy to, co robimy na co dzień. W CrazyFejm prowadzimy reklamy i system CRAZY CRM dla ponad 30 salonów masażu w Polsce, od pojedynczych gabinetów po placówki sieciowe, więc liczby w tekście pochodzą z prawdziwych kont reklamowych.

W skrócie

  • Najtańszym źródłem nowych klientów na masaż jest dziś reklama na Facebooku i Instagramie z formularzem kontaktowym. W naszych kampaniach kontakt do osoby zainteresowanej masażem kosztuje kilkanaście złotych, w jednym z salonów 18 zł.
  • Nowo otwarty salon w mieście liczącym około 100 tys. mieszkańców zebrał w pierwszym miesiącu kampanii ponad 100 zapisów.
  • O wyniku decyduje recepcja. Ten sam budżet daje dwa razy droższego klienta, jeśli salon oddzwania następnego dnia zamiast w ciągu kilku minut.
  • Booksy obsługuje kalendarz. Wszystko, co dzieje się przed rezerwacją i po wizycie, wymaga osobnego systemu. U naszych klientów jest nim CRAZY CRM za 500 zł netto miesięcznie, bez limitu użytkowników.
  • Wizytówka Google z jednym wpisem tygodniowo i stałym dopływem opinii łapie osoby, które już szukają masażu w okolicy.
  • Baza dawnych klientów daje najtańsze rezerwacje w całym salonie, o ile ktoś do niej regularnie pisze i dzwoni.
  • Rozliczamy się stałą opłatą miesięczną, bez prowizji i bez długich umów. Budżet reklamowy salon płaci bezpośrednio do Meta lub Google.

Skąd salon masażu bierze klientów

Klient na masaż przychodzi jedną z czterech dróg i każda wymaga innej pracy.

Pierwsza to wyszukiwarka i Mapy Google. Ktoś wpisuje „masaż tajski Legnica” albo „masaż relaksacyjny w pobliżu” i wybiera spośród trzech wizytówek, które Google pokaże na mapie. Ta osoba już chce kupić, trzeba tylko być widocznym i mieć lepsze opinie niż sąsiad.

Druga to Booksy i podobne platformy rezerwacyjne. Działają jak galeria handlowa: ruch jest, ale salon stoi na półce obok konkurencji, a klient należy bardziej do platformy niż do salonu.

Trzecia to reklama na Facebooku i Instagramie. Tutaj nikt masażu nie szukał. Reklama trafia do mieszkanki miasta, która od miesiąca myśli, że przydałoby się coś zrobić z karkiem, albo do męża szukającego prezentu na rocznicę. Ten kanał tworzy popyt i dlatego skaluje się najszybciej.

Czwarta droga to obecni klienci: powroty, polecenia i vouchery kupowane dla bliskich. Salon, który ma 800 osób w bazie i nie wysyła do nich nic, co miesiąc rezygnuje z kilkunastu wizyt, które kosztowałyby go jednego SMS-a.

Większość salonów, które do nas trafiają, opiera się na Booksy i poczcie pantoflowej. Reklama pojawia się zrywami przed świętami, a wizytówką Google nie zajmuje się nikt. Układ, który opisujemy niżej, zakłada stałą pracę we wszystkich czterech kanałach przy niewielkim nakładzie czasu po stronie salonu.

Najpierw oferta na pierwszą wizytę

Reklama, która mówi „zapraszamy na masaż”, przegrywa z reklamą, która mówi „pierwszy masaż 60 minut 20% taniej, zapisy do końca miesiąca”. Zanim ruszy kampania, salon powinien mieć jedną, konkretną propozycję dla nowej osoby.

W salonach, z którymi pracujemy, sprawdzają się trzy rozwiązania. Rabat na pierwszą wizytę, zwykle 20%, zastrzeżony dla nowych klientów. Zestaw trzech masaży do wyboru zamiast całego cennika, bo osoba, która nigdy nie była na masażu tajskim, nie rozróżnia dwunastu pozycji i łatwiej jej wybrać spośród trzech. Oraz pakiet, na przykład pięć masaży plus szósty gratis, sprzedawany przy pierwszej wizycie, kiedy klient jest najbardziej zadowolony.

 

 

Rabat dla wszystkich jest pułapką. Stali klienci, którzy i tak by przyszli, zaczynają czekać na promocję, a marża spada bez żadnego nowego ruchu. Promocja ma kupić pierwszą wizytę. Zarabia się na drugiej, piątej i na voucherze pod choinkę.

Druga pułapka to zmienianie oferty co tydzień. Algorytm reklamowy Meta potrzebuje kilkudziesięciu zgłoszeń, żeby nauczyć się, komu pokazywać reklamę. Salon, który w poniedziałek promuje masaż dla par, w czwartek peeling, a w następny wtorek bony, za każdym razem zeruje tę naukę i płaci za to wyższym kosztem kontaktu. Jedną ofertę trzymamy minimum cztery tygodnie, a zmiany planujemy z wyprzedzeniem pod kalendarz: Walentynki, Dzień Kobiet, Dzień Matki, grudzień.

Reklama salonu masażu na Facebooku i Instagramie

Formularz zamiast „napisz do nas”

Większość reklam salonów masażu kieruje na stronę internetową albo zachęca do wysłania wiadomości. Oba warianty gubią ludzi po drodze. Strona ładuje się cztery sekundy na telefonie, a rozmowa na Messengerze urywa się po pytaniu o cenę.

My stawiamy na formularz kontaktowy wbudowany w reklamę (Meta nazywa go formularzem błyskawicznym). Osoba klika, Facebook sam podstawia jej imię i numer telefonu, wystarczy potwierdzić. Całość trwa kilka sekund i nie wymaga wychodzenia z aplikacji. Formularz ograniczamy do imienia i telefonu. Każde dodatkowe pole podnosi koszt zgłoszenia, a wszystkiego innego recepcja dowie się w rozmowie.

Wyniki z naszych kont: w jednym z salonów kontakt z takiego formularza kosztuje 18 zł. Nowo otwarty salon w mieście liczącym około 100 tys. mieszkańców zebrał w pierwszym miesiącu ponad 100 zapisów. Pierwszy miesiąc bywa najlepszy, bo reklama trafia do osób, które jeszcze jej nie widziały, dlatego w kolejnych trzeba rotować kreacje i oferty.

Ile wydawać

Dla salonu w mieście średniej wielkości rozsądny start to 1000-1500 zł miesięcznie, czyli 30-50 zł dziennie. Poniżej tej kwoty kampania zbiera dane zbyt wolno, żeby algorytm zdążył się czegokolwiek nauczyć. Budżet ustawiamy w jednej kampanii z trzema do pięciu kreacjami. Rozbijanie 40 zł dziennie na sześć zestawów reklam to najczęstszy błąd techniczny, jaki widzimy na przejmowanych kontach.

W mieście poniżej 50 tys. mieszkańców pojawia się inny problem: po dwóch, trzech miesiącach reklamę widział każdy, kto mógł ją zobaczyć. Koszt zgłoszenia rośnie, a właściciel słyszy od znajomych, że „ciągle im się to wyświetla”. W takich lokalizacjach co kilka tygodni zmieniamy ofertę i kreacje, poszerzamy zasięg o okoliczne miejscowości i przesuwamy ciężar na pracę z bazą.

Co pokazywać w reklamie

Najlepiej sprzedają krótkie filmy nagrane telefonem w salonie: wejście, recepcja, gabinet, masażystka przy pracy. Zdjęcia ze stocków z orchideą i kamieniami wyglądają tak samo w każdym mieście w Polsce i odbiorca przewija je bez zatrzymania. Prawdziwe wnętrze i prawdziwy zespół odpowiadają na pytanie, które zadaje sobie każdy nowy klient: jak tam jest i czy będę się czuć swobodnie.

Reklamy masażu częściej niż inne trafiają na odrzucenia w Meta. Dwa powody powtarzają się najczęściej. Pierwszy to zdjęcia z dużą ilością odsłoniętego ciała, które automat kwalifikuje jako treści dla dorosłych. Drugi to teksty zwracające się wprost do dolegliwości odbiorcy, na przykład „Boli Cię kręgosłup?”. Regulamin Meta zabrania sugerowania, że reklamodawca zna stan zdrowia osoby, do której mówi. To samo można napisać bezpiecznie: „Masaż pleców i karku po całym dniu przy biurku”. Kilka odrzuceń z rzędu potrafi zablokować konto reklamowe, więc takie rzeczy sprawdzamy przed publikacją.

Kampania przed otwarciem salonu

Nowy salon może zacząć zbierać klientów na kilka tygodni przed otwarciem. Uruchamiamy wtedy kampanię „wkrótce otwarcie” z zapisem na listę i obietnicą ceny otwarciowej. Zapis mailowy w takiej kampanii kosztuje u nas 1-2 zł. W dniu otwarcia salon ma listę kilkuset osób, do których wysyła SMS z zaproszeniem, i pierwszy tydzień w kalendarzu wypełnia się bez dodatkowych wydatków.

Zgłoszenie to jeszcze nie klient: pierwsze pięć minut

To miejsce, w którym salony tracą najwięcej pieniędzy. Osoba, która zostawiła numer, zrobiła to pod wpływem chwili, w przerwie między jednym filmem a drugim. Po godzinie pamięta słabo, następnego dnia nie pamięta wcale i nie odbiera telefonu z nieznanego numeru.

W typowym salonie bez systemu zgłoszenia z formularza lądują w pliku, który ktoś pobiera z Facebooka raz w tygodniu. W salonie pracującym na CRAZY CRM wygląda to inaczej. Zgłoszenie wpada do systemu w ciągu około 20 sekund. Klient automatycznie dostaje SMS z podziękowaniem, informacją, że recepcja zaraz oddzwoni, i numerem salonu, żeby rozpoznał połączenie. Recepcja dostaje powiadomienie na telefon i e-mail, a w systemie pojawia się zadanie „zadzwoń”. Zgłoszenie ma status, który recepcjonistka przesuwa po rozmowie: nowy, nie odebrał, umówiony, był na wizycie, zrezygnował.

Dzięki statusom właściciel widzi na jednym ekranie, ile kontaktów przyszło, do ilu recepcja się dodzwoniła i ile osób faktycznie dotarło na masaż. Bez tego rozmowa o skuteczności reklamy kończy się na „chyba coś tam dzwoniło”.

Salonom zalecamy telefon zamiast samego SMS-a. Jeden z naszych klientów miał ponad sto zebranych kontaktów i chciał wysłać do wszystkich wiadomość z linkiem do rezerwacji. Zarekomendowaliśmy obdzwonienie listy i zaplanowanie dodatkowej osoby na recepcji na dwa popołudnia. W rozmowie da się dobrać masaż, rozwiać obawy osoby, która idzie pierwszy raz, i od razu wpisać termin. SMS z linkiem zostaje jako drugi krok dla tych, którzy nie odebrali trzy razy.

Komu wierzyć: Facebookowi czy własnym danym

W jednym z salonów menedżer reklam Facebooka pokazał 47 zgłoszeń w miesiącu. W CRM było ich w tym samym czasie 107. Różnica wzięła się z blokerów reklam, gubionych parametrów śledzących i z tego, że część osób po obejrzeniu reklamy weszła na stronę salonu samodzielnie i zapisała się przez formularz na stronie.

Gdyby salon oceniał kampanię po panelu Facebooka, uznałby ją za ponad dwa razy droższą niż w rzeczywistości i prawdopodobnie by ją wyłączył. Dlatego źródłem prawdy jest u nas CRM: każde zgłoszenie ma zapisane pochodzenie, a raport liczy się od kontaktu do wizyty.

CRM dla salonu masażu: po co, skoro jest Booksy

To pytanie pada na prawie każdym spotkaniu. Booksy dobrze prowadzi kalendarz, przypomina o wizycie i przyjmuje płatność. Nie zajmuje się osobą, która zostawiła numer w reklamie i jeszcze niczego nie zarezerwowała, ani klientką, która była ostatnio w marcu. Nie łączy też wiadomości z Messengera, Instagrama, SMS-ów i maili w jednym miejscu.

CRAZY CRM działa obok Booksy i przejmuje te zadania. W praktyce salon dostaje:

  1. Jedną skrzynkę na wszystkie rozmowy z klientami: Messenger, Instagram, SMS, e-mail i formularze ze strony.
  2. Lejek zgłoszeń z reklam ze statusami i zadaniami dla recepcji.
  3. Automatyczne wiadomości: potwierdzenie po zapisie, przypomnienie dla osób, które nie odebrały, prośba o opinię po wizycie.
  4. Kampanie SMS i e-mail do całej bazy albo do wybranych grup, na przykład do osób, które nie były w salonie od 90 dni.
  5. Planowanie wpisów na wizytówkę Google i w mediach społecznościowych z jednego miejsca.
  6. Raport od zgłoszenia do wizyty dla właściciela.

Booksy nie udostępnia danych na zewnątrz w sposób automatyczny, więc bazę klientów przenosimy plikiem: eksport z Booksy, import do CRM z oznaczeniem daty ostatniej wizyty. Robimy to przy wdrożeniu i odświeżamy co jakiś czas. Zajmuje to kilkanaście minut, a otwiera całą pracę z bazą opisaną niżej.

Jest jeszcze jedna korzyść, o której mało kto wie. Informację o tym, które zgłoszenia zakończyły się wizytą, można odesłać do Meta i Google jako tak zwane konwersje offline. Algorytm przestaje wtedy szukać ludzi, którzy chętnie wypełniają formularze, i zaczyna szukać podobnych do tych, którzy faktycznie przyszli i zapłacili. Po kilku tygodniach zwykle widać to w jakości zgłoszeń.

CRAZY CRM kosztuje 500 zł netto miesięcznie za cały salon, bez limitu użytkowników, więc dostęp ma właściciel, menedżerka i każda osoba z recepcji. Płatność idzie kartą w modelu subskrypcji, a konto konfigurujemy za salon: podłączamy Facebooka, Instagram, wizytówkę Google, numer do SMS-ów i gotowe automatyzacje sprawdzone w innych salonach masażu.

Baza obecnych klientów: najtańsze rezerwacje w salonie

Pozyskanie nowej osoby z reklamy kosztuje kilkadziesiąt złotych. Ściągnięcie z powrotem klientki, która była pół roku temu, kosztuje jednego SMS-a. Mimo to większość salonów nie robi w tym kierunku nic, bo nie ma czym.

Po zaimportowaniu bazy do CRM ustawiamy kilka prostych mechanizmów. Osoba, która nie była w salonie od 60 albo 90 dni, dostaje wiadomość z propozycją terminu. Klient z pakietem, któremu zostały dwa masaże do wykorzystania, dostaje przypomnienie przed końcem ważności. Na urodziny idzie SMS z drobnym prezentem, na przykład dodatkowe 15 minut do masażu. Przed Dniem Matki i w grudniu cała baza dowiaduje się o voucherach, zanim zobaczy reklamę konkurencji.

Osobna sprawa to słabsze dni. Każdy salon ma swoje wtorki przed południem. Wiadomość do wybranej grupy stałych klientów z ofertą na konkretne godziny w tym tygodniu zapełnia kalendarz w czasie, w którym salon i tak płaci za lokal i obsadę.

Trzeba pamiętać o zgodach. Marketingowy SMS lub e-mail wymaga wcześniejszej zgody odbiorcy, co od listopada 2024 roku reguluje Prawo komunikacji elektronicznej. W formularzach z reklam i na stronie umieszczamy odpowiednie klauzule, a przy imporcie z Booksy przenosimy tylko osoby, które taką zgodę wyraziły.

Wizytówka Google i opinie

Osoba wpisująca „masaż” z nazwą miasta widzi najpierw mapę z trzema salonami. Znalezienie się w tej trójce daje rezerwacje bez płacenia za kliknięcie, a Google przy wyborze patrzy głównie na kompletność wizytówki, aktywność oraz liczbę i świeżość opinii.

Lista rzeczy do zrobienia jest krótka. Kategoria główna dopasowana do profilu salonu (na przykład „salon masażu tajskiego” zamiast ogólnego „spa”). Pełna lista usług z cenami i czasem trwania. Aktualne godziny, także w święta. Minimum kilkanaście prawdziwych zdjęć wnętrza i zespołu, uzupełnianych co miesiąc. Link do rezerwacji. Odpowiedzi na pytania, które użytkownicy zadają w wizytówce.

Aktywność załatwia jeden wpis tygodniowo: nowa promocja, wolne terminy na weekend, przedstawienie masażystki, opis konkretnego masażu. Prawie żaden salon tego nie robi, więc regularność szybko wyróżnia wizytówkę w okolicy. U naszych klientów wpisy planujemy z wyprzedzeniem w CRAZY CRM, a salon nie musi o nich pamiętać.

Opinie zbiera automat. Dzień po wizycie klient dostaje SMS z podziękowaniem i bezpośrednim linkiem do wystawienia oceny. Osoba zadowolona z masażu chętnie kliknie pięć gwiazdek, o ile ktoś ją o to poprosi i nie każe szukać wizytówki samodzielnie. Salon, który dostaje cztery nowe opinie tygodniowo, po kwartale ma przewagę trudną do odrobienia. Na każdą opinię odpowiadamy, także na negatywne. Opinie łamiące zasady Google zgłaszamy do usunięcia. Często się to udaje, choć decyzja zawsze należy do Google.

Na stronie internetowej salonu warto mieć osobne podstrony dla głównych rodzajów masażu i, w przypadku kilku lokalizacji, osobną podstronę dla każdego miasta z adresem, mapą i opiniami. Dane adresowe na stronie, w wizytówce i w katalogach muszą być identyczne co do znaku.

Google Ads dla salonu masażu

Reklama w wyszukiwarce łapie osoby, które już szukają: „masaż tajski Wrocław”, „masaż dla dwojga Szczecin”, „voucher na masaż Lublin”. Zgłoszenia są zwykle lepszej jakości niż z Facebooka, ale jest ich mniej, bo liczbę wyszukiwań w danym mieście wyznacza popyt, a nie budżet.

Dlatego w mniejszych miejscowościach zaczynamy od Facebooka i Instagrama, a Google Ads dokładamy jako drugi kanał. W dużych miastach oba kanały ruszają razem. Kampanie w Google szczególnie dobrze pracują w okresach prezentowych, kiedy rośnie liczba zapytań o vouchery.

Przy masażu dużo zależy od wykluczeń. Bez nich budżet wycieka na osoby szukające kursów masażu, pracy dla masażystki, foteli i pistoletów do masażu albo usług erotycznych. Na koncie salonu masażu lista wykluczających słów kluczowych liczy u nas od początku kilkadziesiąt pozycji i rośnie co tydzień po przejrzeniu rzeczywistych zapytań. Do tego dochodzi połączenie konta z wizytówką Google, żeby reklama pokazywała adres, odległość i przycisk połączenia.

Vouchery i sezonowość

Voucher to dla salonu najlepszy produkt: gotówka wpływa dziś, usługa odbywa się za dwa miesiące, a obdarowana osoba często jest zupełnie nowym klientem, który bez prezentu nigdy by nie przyszedł.

Sprzedaż voucherów ma cztery szczyty w roku: Walentynki, Dzień Kobiet, Dzień Matki i grudzień. Kampanie pod te daty uruchamiamy trzy do czterech tygodni wcześniej, bo w ostatnim tygodniu reklama jest najdroższa, a w grudniu dodatkowo konkuruje z całym handlem. Najpierw o voucherach dowiaduje się własna baza przez SMS i e-mail, potem rusza reklama do nowych odbiorców, a w ostatnich dniach przypomnienie dla spóźnialskich z voucherem elektronicznym wysyłanym od ręki.

Osobnym kierunkiem są firmy. Działy HR i biura rachunkowe kupują upominki dla pracowników i klientów po kilkadziesiąt sztuk. Jedna dobrze przygotowana oferta B2B z rabatem ilościowym, wysłana do lokalnych firm w październiku, potrafi sprzedać więcej voucherów niż cała kampania grudniowa do klientów indywidualnych.

Ile to kosztuje i kiedy się zwraca

Poniżej przykładowe wyliczenie. Koszt kontaktu pochodzi z naszych kampanii, pozostałe wskaźniki to założenia, które każdy salon powinien podmienić na własne.

  • Budżet reklamowy: 1500 zł miesięcznie.
  • Koszt jednego zgłoszenia: 18 zł, czyli około 83 zgłoszenia.
  • Recepcja dodzwania się i umawia 40% z nich: 33 rezerwacje.
  • Na wizytę dociera 85% umówionych: 28 nowych klientów.
  • Koszt pozyskania jednego klienta: około 54 zł.
  • Pierwsza wizyta za 250 zł z rabatem 20%: 200 zł, razem 5600 zł przychodu w pierwszym miesiącu.
  • Jeśli co trzecia osoba wróci dwa razy w ciągu pół roku w cenie regularnej, salon dopisuje kolejne 4500 zł.

Razem około 10 tys. zł przychodu z jednego miesiąca kampanii, przy 1500 zł budżetu reklamowego i 500 zł za system.

Teraz to samo przy recepcji, która oddzwania następnego dnia i umawia 20% zgłoszeń zamiast 40%. Nowych klientów jest 14, a koszt pozyskania rośnie do 107 zł. Reklama i budżet są identyczne, zmieniła się wyłącznie obsługa zgłoszeń. Z tego powodu wdrożenie zaczynamy od recepcji i automatyzacji, a dopiero potem podnosimy budżety.

Siedem błędów, które widzimy najczęściej

  1. Zgłoszenia pobierane z Facebooka raz w tygodniu do Excela. Po siedmiu dniach nikt już nie pamięta, że się zapisał.
  2. Oferta zmieniana co kilka dni, przez co kampania nigdy nie wychodzi z fazy uczenia.
  3. Budżet 30 zł dziennie rozbity na kilka kampanii i zestawów reklam.
  4. Zdjęcia stockowe zamiast własnego salonu i zespołu.
  5. Wizytówka Google założona pięć lat temu i od tamtej pory nietknięta, z nieaktualnymi godzinami.
  6. Brak jakiegokolwiek kontaktu z bazą. Klient, który był raz, nie dostaje od salonu żadnej wiadomości.
  7. Ocena reklamy na podstawie odczuć recepcji zamiast danych o tym, ile zgłoszeń przyszło i ile zamieniło się w wizyty.

Marketing dla sieci i franczyz salonów masażu

Sieć ma te same potrzeby co pojedynczy salon, pomnożone przez liczbę lokalizacji, plus kilka własnych. Centrala chce widzieć wyniki wszystkich placówek w jednym miejscu. Franczyzobiorca chce mieć swoje konto, swoje zgłoszenia i swój budżet. Marka musi wyglądać tak samo w Białymstoku i w Legnicy.

W CRAZY CRM każda placówka ma osobne konto z własnym zespołem, a konfigurację przygotowaną raz kopiujemy do kolejnych lokalizacji: lejek, automatyczne wiadomości, szablony kampanii, prośby o opinie. Nowy salon w sieci startuje z gotowym, sprawdzonym zestawem w kilka dni. Wpis na wizytówkę Google przygotowany dla jednej placówki publikujemy we wszystkich, a centrala dostaje zbiorczy raport zgłoszeń, rezerwacji i kosztów.

Kampanie prowadzimy osobno dla każdego miasta, bo lokalne stawki reklamowe i nasycenie odbiorców różnią się kilkukrotnie. Wnioski przenosimy między lokalizacjami: kreacja, która wygrała w pięciu miastach, trafia do szóstego jako punkt wyjścia. Szczegóły dla sieci opisujemy na stronie CRM dla franczyz.

Jak pracujemy z salonami masażu

CrazyFejm to agencja marketingowa, która od ponad 10 lat zajmuje się pozyskiwaniem klientów przez reklamy Meta i Google. Obsłużyliśmy ponad 400 firm, mamy status Meta Business Partner i Google Partner, a CRAZY CRM jest naszym własnym systemem, o którym pisały między innymi RMF24 i Interia Biznes. Salony masażu to branża, w której mamy dziś najwięcej wdrożeń, dlatego nowy salon dostaje od nas gotowe rozwiązania zamiast testów na własnym budżecie.

Start wygląda tak. W pierwszym tygodniu przeprowadzamy audyt dotychczasowych działań, konfigurujemy Business Managera (konto reklamowe, piksel, analityka), zakładamy konto w CRAZY CRM, podłączamy kanały komunikacji i importujemy bazę z Booksy. W drugim tygodniu rusza kampania z formularzem, automatyczne wiadomości i prośby o opinie, a recepcja przechodzi krótkie szkolenie z obsługi zgłoszeń. Od trzeciego tygodnia salon dostaje regularny raport: ile zgłoszeń, ile rezerwacji, ile wizyt i jaki koszt pozyskania klienta.

Koszty po stronie agencji są stałe:

  • CRAZY CRM z konfiguracją kampanii formularzowej: 500 zł netto miesięcznie za salon, bez limitu użytkowników, płatność kartą.
  • Pakiet wsparcia marketingowego (bieżące prowadzenie i optymalizacja reklam, wymiana kreacji, cotygodniowy wpis na wizytówkę Google, raport miesięczny): od 500 zł netto miesięcznie.
  • Budżet reklamowy: ustala i opłaca salon, bezpośrednio do Meta lub Google. Na start zalecamy 1000-1500 zł miesięcznie. Te pieniądze nie przechodzą przez agencję.

Nie pobieramy prowizji od sprzedaży i nie wiążemy salonów długimi umowami. Współpraca trwa tak długo, jak długo przynosi rezerwacje.

Pierwszym krokiem jest bezpłatna 20-minutowa rozmowa, w trakcie której przeglądamy wizytówkę Google salonu, dotychczasowe reklamy i sposób obsługi zgłoszeń, a na koniec mówimy wprost, co i w jakiej kolejności zmienilibyśmy: [umów rozmowę]([LINK DO KALENDARZA]).

Najczęstsze pytania o koszt leada z Meta Ads

Ile kosztuje pozyskanie klienta do salonu masażu?

W naszych kampaniach kontakt do zainteresowanej osoby kosztuje kilkanaście złotych. Koszt klienta, który faktycznie przyszedł na masaż, zależy od pracy recepcji i zwykle wynosi od 50 do 110 zł. Przy średniej wizycie za 200-250 zł i powracających klientach kampania zwraca się w pierwszym miesiącu.

1000-1500 zł miesięcznie na Facebooka i Instagrama w mieście średniej wielkości. W dużych miastach, gdzie dochodzi Google Ads, rozsądny łączny budżet zaczyna się od 2500 zł.

Nie i nie taki jest jego cel. Booksy zostaje kalendarzem rezerwacji. CRAZY CRM obsługuje zgłoszenia z reklam, komunikację z klientami, kampanie do bazy, opinie i raporty, czyli wszystko, co dzieje się przed rezerwacją i po wizycie.

Pierwsze zgłoszenia z kampanii formularzowej pojawiają się w ciągu 24-48 godzin od startu. Stabilny koszt kontaktu ustala się po dwóch do trzech tygodniach. Efekty pracy nad wizytówką Google i opiniami narastają przez dwa do trzech miesięcy.

Facebook i Instagram dają więcej zgłoszeń i niższy koszt, bo docierają do osób, które masażu jeszcze nie szukały. Google daje mniej zgłoszeń, za to od osób gotowych do rezerwacji. W większości miast zaczynamy od Facebooka, a Google dokładamy jako drugi kanał i wzmacniamy przed okresami prezentowymi.

Tak, koszt kontaktu bywa tam nawet niższy niż w dużych miastach. Trzeba tylko liczyć się z tym, że grupa odbiorców wyczerpuje się szybciej, więc po kilku miesiącach ważniejsza od nowych zgłoszeń staje się praca z bazą i poszerzenie zasięgu o sąsiednie miejscowości.

System wysyła automatyczny SMS natychmiast po zgłoszeniu, więc klient wie, że salon oddzwoni i z jakiego numeru. Oddzwanianie warto zaplanować w dwóch stałych oknach dziennie i przypisać do jednej osoby. Przy większej skali część salonów zatrudnia osobę na kilka godzin tygodniowo tylko do telefonów i ten koszt zwraca się najszybciej ze wszystkich.

Nie. Pracujemy bez długich umów i bez prowizji od sprzedaży, na stałej opłacie miesięcznej. Subskrypcję CRAZY CRM można anulować w dowolnym momencie.

Tak. Obsługujemy zarówno pojedyncze salony, jak i placówki sieciowe oraz franczyzowe w całej Polsce. Dla sieci przygotowujemy jedną konfigurację powielaną w kolejnych lokalizacjach oraz zbiorcze raporty dla centrali.

Michał Olechowski
Twórca bloga CrazyFejm.pl. Od ponad 10 lat zajmuje się marketingiem internetowym, generowaniem leadów i automatyzacją sprzedaży. Na blogu dzieli się praktyczną wiedzą o reklamie online, CRM-ach, social mediach i rozwoju biznesu w internecie.

Zobacz też